Podobno przyjaźń między kobietą, a mężczyzną nie może istnieć, a raczej większość ludzi uważa, że to się nie może udać. Owszem nie wszystko w życiu jest łatwe, w szczególności taka przyjaźń (najbardziej wtedy kiedy jest to relacja między ludźmi). Nikt przecież nigdy nie powiedział, że nie może być to przyjaźń między osobą, a przedmiotem. Tak! W moim przypadku jest to niezwykła przyjaźń między mną, a moim "przyjacielem" aparatem. Poznajcie, to jest ZENIT. Kiedyś pokazywałam Wam zdjęcia zrobione tym aparatem tutaj i tutaj, tym razem pokazuję Wam zdjęcia mojego sprzętu. Piękne przedmioty zasługują na chwilę uwagi, nawet jeśli mają być to ich fotografie.
Od wielu lat fotografia jest moją pasją, stąd ten tytuł wpisu "To co kocham". Zdjęcia zaczęłam robić już jako mała dziewczynka, gdzie w rodzinie aparat miała tylko siostra mojej mamy. Historia może nie jest jakaś niezwykła, ale od pamiętnego pobytu w lesie zakiełkowała we mnie tą niezwykłą pasję. Potem przez kilka lat marzyłam o własnym aparacie (takim tylko dla mnie). Doczekałam się, była to niezwykła niespodzianka. Swój pierwszy aparat (jeszcze wtedy królowały te na kliszę) dostałam na komunię. Do tej pory jest w dobrym stanie i nadal robi zdjęcia. W kolejnych latach marzyła mi się cyfrówka, skoro elektronika szła tak mocno do przodu, to dlaczego moja pasja również nie miałaby pójść do przodu za sprawą nowego sprzętu? Marzyłam i marzyłam, W 2007 lub 2008 pracując u wujka w firmie na produkcji zarobiłam na swój pierwszy aparat cyfrowy. Pamiętam, że wydałam na niego majątek, ale zmieściłam się w 1 tys. zł. Cyfrówka służyłam mi kilka ładnych parę lat, raczej trochę więcej, bo niewiele brakowało jej do pełnych 10 lat. Nigdy jednak do końca nie byłam zadowolona z efektów zrobionych zdjęć, więc przyszedł czas na marzenie o lustrzance. I nawet to marzenie udało mi się spełnić. Dopiero w tym roku udało mi się nazbierać pewną sumę pieniędzy i zakupić w miarę sensowny sprzęt. Lustrzanka to było jedno z moich odwiecznych marzeń, moim bliscy zatykali sobie uszy, gdy tylko słyszeli słowo "lustrzanka". Teraz zatykają uszy, kiedy słyszą "obiektyw".
A Zenit? Pojawił się dość przypadkowo, był w posiadaniu mojej cioci, a należał do mojej babci. Babcie to potrafią mieć niezwykłe skarby. Trafił w moje ręce między cyfrówką, a lustrzanką. Przyznam szczerze, że nawet lustrzanka nie skradła mojej miłości i przyjaźni do niego. Cenię go najbardziej za to, że efekty mogę zobaczyć dopiero, gdy dostanę zdjęcia na papierze. Od lat uważam, że zdjęcia w szczególności te, które mamy na papierze wywołują najlepsze wspomnienia.
Mimo wielu przeszkód życiowych, pasja która zakiełkowała wiele lat temu, po magicznym dniu w lesie nadal pozostaje w moim sercu. Przez lata doskonalona, nadal niedoskonała. Wzbogacana o nowy sprzęt, a przede wszystkim doświadczenie, które nieraz okazuje się nadal zbyt małe, to nadal staram się rozwijać. Bo to jest, To co kocham.
photo by me












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz