piątek, 8 stycznia 2016

Podsumowanie - 2015


Witajcie, jak do tej pory przez cały okres blogowania, nie zdarzyło się żebym robiła podsumowanie ostatniego roku. Co mnie nakłoniło do stworzenia takiego wpisu? Najszybciej to, że w 2015 roku działo się na blogu o wiele więcej, niż w poprzednich latach. Także zapraszam Was na przypomnienie, tego co działo się w ubiegłym roku.



Styczeń, w tym miesiącu pojawiła się niestety tylko jedna stylizacja. Ten miesiąc był dla mnie bardzo wyczerpujący. Nadal kontynuowałam pracę w hurtowni odzieży męskiej. Praca nie była lekka, ale wolałam pracować niż przesiedzieć kolejny rok w domu.

W lutym oraz w marcu na blogu nie pojawił się ani jeden wpis. Nie jestem z tego zadowolona, ale w tym czasie pochłonęła mnie praca, która wyciągała ze mnie całą energię. W weekend zaś chodziłam do szkoły.


W kwietniu zaczęło się trochę dziać. Dzięki pracy (jaka by ona nie była) udało mi się odłożyć pieniądze i nareszcie kupiłam lustrzankę, o której marzyłam od wielu lat. Stąd w tym miesiącu pojawiły się pierwsze stylizacje, sfotografowane już nowym aparatem. Lecz nadszedł moment, że coraz intensywniej myślałam o zmianie pracy (przede wszystkim na lżejszą, bo ile można pracować fizycznie). Postanowiłam wtedy działać i szukałam ogłoszeń o pracę. Trafiłam na jedno ogłoszenie, które najbardziej mnie zainteresowało, praca wiązała się z działem pomocy w sklepie internetowym. Bardzo mi zależało, żeby ktoś odezwał się do mnie w sprawie tego ogłoszenia.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy na początku maja otrzymałam e-mail. Nie był on do końca pozytywny, ale dawał szansę na przyszłą kandydaturę. Takim oto sposobem w połowie maja otrzymałam propozycję pracy, którą z dużą chęcią przyjęłam.


W maju również, tak jak w kwietniu pojawiły się kolejne stylizacje. Lecz ten miesiąc był najbardziej przełomowym etapem w moim życiu zawodowym. Pomimo tego, że w między czasie musiałam położyć się do szpitala, aby wykonać ważne badania. To ten miesiąc był dla mnie jak najbardziej pozytywny.


W czerwcu rozpoczęłam nową pracę, a moja dawna energia i dobre samopoczucie szybko do mnie wróciły. Jednak na początku miesiąca, mój chłopak wyjechał do Niemiec do pracy. Od dłuższego czasu planowaliśmy wspólny wyjazd za granicę. No cóż, strasznie nie przepadam za byt długimi rozłąkami, szczególnie z osobą, którą się kocha. Zajęłam się wtedy bardziej pracą, skończyłam szkołę i otrzymałam dyplom. Natomiast między pracą, szkołą, a codziennymi obowiązkami pojawiły się dwie stylizacje na blogu.


Lipiec był jak na mnie obfity w stylizacje, pojawiły się aż 4, a moją ulubioną jest ta w pudrowej spódnicy.

Tęsknota za chłopakiem coraz bardziej dawała się we znaki, więc postanowiłam zarezerwować bilet na samolot. I tak oto, bez wcześniejszego planowania wzięłam 2 dni wolne w pracy i ostatni weekend lipca spędziłam w Niemczech. 


Podczas tego krótkiego urlopu, spadła na mnie fala pozytywnych informacji na temat nowej pracy mojego chłopaka. Dzięki temu po powrocie zarezerwowałam kolejny bilet na koniec sierpnia, różnił się tym od wcześniejszego, że był to bilet – w jedną stronę. Od tamtej pory mieszkam w Niemczech.

Z dniem wyjazdu, zaczęły się wahać losy bloga. Pojawiło się kilka wpisów z działu inspiracje oraz głównie zdjęcia, które były zrobione przeze mnie. Wpisy ze stylizacjami zostały zaniedbane, głównie dlatego, że nie mam fotografa. Zaś chęci, pomysłów i wolnego czasu jest aż zanadto. 

PS. Jakby ktoś miał ochotę od czasu do czasu, zrobić mi zdjęcia. To proszę o kontakt na e-mail: skyinthedark@interia.pl

Wrzesień i październik przesiedziałam w domu. Na początku października przeprowadziliśmy się i zaczęliśmy mieszkać tylko we dwoje. Najważniejszą rzeczą było zapisanie się do szkoły na kurs Niemieckiego. Udało się, ale kurs rozpoczął się dopiero w Listopadzie. Pomimo tego, że siedziałam w domu, gotowałam obiadki i sprzątałam, byłam szczęśliwa, bo skończyła się ta straszliwa rozłąka.


Kiedy nadchodził grudzień, to nie było mowy żebyśmy spędzili święta w Niemczech. Niestety mieliśmy dwa podejścia do podróży do Polski. Za pierwszym razem podczas jazdy zepsuł się samochód na tyle mocno, że musieliśmy wrócić do domu i przełożyć wyjazd o 4 dni. Na święta ostatecznie dojechaliśmy dzień przed Wigilią.

Święta to był najważniejszy czas, bo mogliśmy je spędzić z rodziną. Po sporej rozłące bardzo stęskniłam się za wszystkimi, a w szczególności za moją chrześniaczką, która jednocześnie jest moją siostrą cioteczną. Poznajcie, to jest Asia J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz