Witajcie, jak do tej pory przez cały okres blogowania, nie zdarzyło się żebym robiła podsumowanie ostatniego roku. Co mnie nakłoniło do stworzenia takiego wpisu? Najszybciej to, że w 2015 roku działo się na blogu o wiele więcej, niż w poprzednich latach. Także zapraszam Was na przypomnienie, tego co działo się w ubiegłym roku.
Styczeń, w tym
miesiącu pojawiła się niestety tylko jedna stylizacja. Ten miesiąc był dla mnie
bardzo wyczerpujący. Nadal kontynuowałam pracę w hurtowni odzieży męskiej.
Praca nie była lekka, ale wolałam pracować niż przesiedzieć kolejny rok w domu.
W lutym oraz w marcu na blogu nie pojawił się ani
jeden wpis. Nie jestem z tego zadowolona, ale w tym czasie pochłonęła mnie
praca, która wyciągała ze mnie całą energię. W weekend zaś chodziłam do szkoły.
W kwietniu
zaczęło się trochę dziać. Dzięki pracy (jaka by ona nie była) udało mi
się odłożyć pieniądze i nareszcie kupiłam lustrzankę, o której marzyłam od
wielu lat. Stąd w tym miesiącu pojawiły się pierwsze stylizacje, sfotografowane
już nowym aparatem. Lecz nadszedł moment, że coraz intensywniej myślałam o zmianie
pracy (przede wszystkim na lżejszą, bo ile można pracować fizycznie). Postanowiłam
wtedy działać i szukałam ogłoszeń o pracę. Trafiłam na jedno ogłoszenie, które
najbardziej mnie zainteresowało, praca wiązała się z działem pomocy w sklepie
internetowym. Bardzo mi zależało, żeby ktoś odezwał się do mnie w sprawie tego
ogłoszenia.
Jakie było moje zdziwienie,
kiedy na początku maja otrzymałam e-mail. Nie był on do końca pozytywny, ale
dawał szansę na przyszłą kandydaturę. Takim oto sposobem w połowie maja
otrzymałam propozycję pracy, którą z dużą chęcią przyjęłam.
W maju również, tak jak w kwietniu pojawiły się kolejne stylizacje. Lecz ten miesiąc był najbardziej przełomowym etapem w moim życiu zawodowym. Pomimo tego, że w między czasie musiałam położyć się do szpitala, aby wykonać ważne badania. To ten miesiąc był dla mnie jak najbardziej pozytywny.
W czerwcu
rozpoczęłam nową pracę, a moja dawna energia i dobre samopoczucie szybko do
mnie wróciły. Jednak na początku miesiąca, mój chłopak wyjechał do
Niemiec do pracy. Od dłuższego czasu planowaliśmy wspólny wyjazd za granicę. No
cóż, strasznie nie przepadam za byt długimi rozłąkami, szczególnie z osobą,
którą się kocha. Zajęłam się wtedy bardziej pracą, skończyłam szkołę i
otrzymałam dyplom. Natomiast między pracą, szkołą, a codziennymi obowiązkami
pojawiły się dwie stylizacje na blogu.
Lipiec był jak na
mnie obfity w stylizacje, pojawiły się aż 4, a moją ulubioną jest ta w pudrowej spódnicy.
Tęsknota za
chłopakiem coraz bardziej dawała się we znaki, więc postanowiłam zarezerwować
bilet na samolot. I tak oto, bez wcześniejszego planowania wzięłam 2 dni wolne
w pracy i ostatni weekend lipca spędziłam w Niemczech.
Podczas tego krótkiego urlopu, spadła na mnie fala pozytywnych informacji na temat nowej pracy mojego chłopaka. Dzięki temu po powrocie zarezerwowałam kolejny bilet na koniec sierpnia, różnił się tym od wcześniejszego, że był to bilet – w jedną stronę. Od tamtej pory mieszkam w Niemczech.
Z dniem wyjazdu,
zaczęły się wahać losy bloga. Pojawiło się kilka wpisów z działu inspiracje
oraz głównie zdjęcia, które były zrobione przeze mnie. Wpisy ze stylizacjami
zostały zaniedbane, głównie dlatego, że nie mam fotografa. Zaś chęci, pomysłów
i wolnego czasu jest aż zanadto.
PS. Jakby ktoś
miał ochotę od czasu do czasu, zrobić mi zdjęcia. To proszę o kontakt na
e-mail: skyinthedark@interia.pl
Wrzesień i
październik przesiedziałam w domu. Na początku października przeprowadziliśmy
się i zaczęliśmy mieszkać tylko we dwoje. Najważniejszą rzeczą było zapisanie
się do szkoły na kurs Niemieckiego. Udało się, ale kurs rozpoczął się dopiero w
Listopadzie. Pomimo tego, że siedziałam w domu, gotowałam obiadki i sprzątałam,
byłam szczęśliwa, bo skończyła się ta straszliwa rozłąka.
Kiedy nadchodził
grudzień, to nie było mowy żebyśmy spędzili święta w Niemczech. Niestety
mieliśmy dwa podejścia do podróży do Polski. Za pierwszym razem podczas jazdy
zepsuł się samochód na tyle mocno, że musieliśmy wrócić do domu i przełożyć
wyjazd o 4 dni. Na święta ostatecznie dojechaliśmy dzień przed Wigilią.
Święta to był
najważniejszy czas, bo mogliśmy je spędzić z rodziną. Po sporej rozłące bardzo
stęskniłam się za wszystkimi, a w szczególności za moją chrześniaczką, która
jednocześnie jest moją siostrą cioteczną. Poznajcie, to jest Asia J








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz